AuroChronos Festival 2026 moim okiem
- 3 godziny temu
- 3 minut(y) czytania
Na AuroChronos Festival 2026 pojechałam z ciekawości. Bez udawania znawczyni zegarków, bez wielkiej kolekcjonerskiej wiedzy i bez planu, że nagle będę rozumieć wszystkie mechanizmy, komplikacje i niuanse tarcz. Bardziej z potrzeby zobaczenia czegoś nowego i potraktowania tego jako kolejne fotograficzne doświadczenie, ponieważ czasem najciekawsze rzeczy zaczynają się właśnie od prostego: „a dobra, zobaczę, co to jest”.
To były moje pierwsze targi zegarkowe i pierwsze wydarzenie tego typu. Weszłam trochę onieśmielona, ale bardzo ciekawa. Dość szybko zrozumiałam, że zegarek, który do tej pory był dla mnie głównie ładnym dodatkiem na nadgarstek - trochę przestarzałym w dobie smartwatchy, może być czymś dużo bardziej złożonym. Małym przedmiotem, w którym mieści się rzemiosło, pomysł, charakter, materiał, precyzja oraz czyjaś pasja.
Najbardziej zaskoczyła mnie różnorodność. W teorii to „zwykły zegarek”, a w praktyce dziesiątki zupełnie różnych światów zamkniętych w małej tarczy. Jedne spokojne, eleganckie, inne odważniejsze, bardziej nietypowe, zaskakujące kolorem, fakturą albo detalem. Nagle okazało się, że jest to nie tylko kwestia tego, czy coś jest srebrne, czarne albo różowe. Tam wchodzi światło, kamień, faktura, indeksy, wskazówki, koperta, pasek, proporcje i ten trudny do opisania klimat, który albo do człowieka mówi, albo nie.
AuroChronos miał też bardzo ciepłą atmosferę. Spodziewałam się może trochę zamkniętego świata kolekcjonerów, w którym człowiek z zewnątrz będzie się czuł jak intruz... a było zupełnie inaczej. Luźno, serdecznie, kolekcjonersko, ale bez zadęcia. Ludzie otwarci i uśmiechnięci, przyjechali tu z różnych zakątków świata i naprawdę czuć było, że nie stoją tam tylko przy produkcie. Oni stoją przy czymś, co sami wymyślili, zrobili, dopracowali i czym żyją, a kiedy zaczynają o tym opowiadać, to człowiek nagle łapie, że za tym małym przedmiotem jest masa decyzji, prób, pomysłów i setki godzin pracy.
W moim przypadku pomysł na fotografowanie zegarków podrzucił mi przyjaciel, który jest pasjonatem i potrafi o nich opowiadać godzinami w taki sposób, że nawet ktoś spoza tego świata zaczyna słuchać z ciekawością. Pierwsze próby makro zegarka miałam już za sobą przed targami, więc na AuroChronos patrzyłam nie tylko jak osoba, która ogląda ładne rzeczy. Patrzyłam też jak fotografka, która zaczyna widzieć w tych małych obiektach temat dużo trudniejszy, niż mogłoby się wydawać.
Fotografowanie zegarków szybko sprowadza człowieka na ziemię. Tu wszystko odbija światło. Szkło, metal, krawędzie, wypolerowane elementy, wskazówki. Mikrodetale są piękne, ale złapanie ich tak, żeby zdjęcie miało sens, ostrość i klimat, to już osobna historia. Łapałam w kadry głównie tarcze i całe zegarki — trochę dokumentacyjnie, żeby zapamiętać to, co widzę, a trochę już z myślą, że może powstanie z tego coś więcej. Im dłużej patrzyłam, tym bardziej widziałam, że zegarki są wdzięcznym, ale wymagającym tematem fotograficznym. Małe, precyzyjne, pełne detali i absolutnie bezlitosne dla światła.
Szczególnie zapadły mi w głowę dwie marki. Crudo Carattere z Bielska-Białej i Jan Sarnowski z pięknymi kamiennymi tarczami. W obu przypadkach przyciągnęła mnie jakość wykonania, klimat i poczucie, że to nie jest masowy przedmiot z półki. Limitowane ilości robią swoje, ponieważ człowiek ma wtedy wrażenie, że patrzy na coś bardziej osobistego, bardziej przemyślanego, mniej przypadkowego.
Do stoiska Crudo wracałam trzy razy. Tak, trzy razy do jednego konkretnego zegarka. Nie umiem tego dobrze opisać, ale chyba właśnie o to chodzi. On po prostu do mnie przemówił. Pasował do mnie. Miał w sobie coś, czego nie potrafię rozłożyć na części, ale za każdym razem, kiedy odchodziłam, po chwili znowu chciałam go zobaczyć i przymierzyć. To był ten moment, w którym przestałam analizować, a zaczęłam po prostu czuć, że ten przedmiot ma swój charakter.
To było dla mnie najciekawsze odkrycie tych targów, że zegarek może być małą formą sztuki użytkowej. Nie tylko dodatkiem, nie tylko mechanizmem, nie tylko rzeczą do sprawdzania godziny. Może być efektem ogromnej precyzji, pomysłowości i samodzielnej pracy ludzi, którzy naprawdę wiedzą, co robią. Co ważniejsze — potrafią o tym mówić tak, że człowiek zaczyna widzieć więcej.
AuroChronos Festival 2026 był dla mnie pierwszym wejściem w ten świat. Trochę nieśmiałym, trochę zachwyconym, trochę fotograficznym. Wyszłam z poczuciem, że jeszcze wielu rzeczy nie wiem, ale też z tym przyjemnym głodem, który pojawia się wtedy, kiedy człowiek trafia na nowy temat i nagle widzi, ile można w nim odkryć.
Makrofotografia zegarków na pewno będzie u mnie wracać. To trudny temat, ale właśnie dlatego mnie ciągnie. Światło, detal, precyzja, odbicia, faktura — wszystko to, co potrafi zirytować przy robieniu zdjęć, ale potem daje ogromną satysfakcję, kiedy w końcu zagra. To dopiero początek tej małej fotograficznej przygody.
•●•●•●•●•●•●•●•●•●•●•
„Fotografia jest sztuką obserwacji. Nie chodzi tak bardzo o to, na co patrzysz, ale o to, jak to widzisz.”
Elliott Erwitt






















































Komentarze