Batizado e Troca de Corda – trzeci rok z Aruê Capoeira
- 12 godzin temu
- 5 minut(y) czytania
Są wydarzenia, które zapisuje się w kalendarzu. I są takie, na które czeka się całym sobą. Dla mnie Batizado e Troca de Corda z Aruê Capoeira jest właśnie takim spotkaniem. To mój trzeci rok z tą społecznością i trzeci event, który mogłam fotografować. Niby wiedziałam już, czego się spodziewać. Wiedziałam, że będzie muzyka, ruch, roda, emocje, śmiech, zmęczenie i ogromna energia. A jednak za każdym razem capoeira robi ze mną to samo — wciąga mnie do środka, zanim jeszcze zdążę dobrze ustawić aparat.
Czekałam na ten weekend cały rok. Nie tylko na zdjęcia, ale na ludzi. Na te znajome twarze, które widzę raz na jakiś czas, a mimo to mam wrażenie, jakby między nami nie minęło tyle miesięcy. Na dźwięk berimbau, na rytm klaskania, na dzieciaki biegnące przez salę, na trenerów, którzy jednym ruchem potrafią zatrzymać uwagę całej grupy. Na ten moment, kiedy wszyscy stają w kręgu i nagle robi się jasne, że capoeira to nie jest tylko trening. To coś dużo większego.
Nowe cordy nie pojawiają się znikąd. To nie jest prezent za obecność ani kolorowy sznur „bo wypada”. Za każdą zmianą stopnia stoi cały rok pracy, zaangażowania, wytrwałości i wielu godzin spędzonych na treningach. Czasem są to godziny pełne radości, a czasem takie, kiedy ciało nie chce współpracować, głowa ma dość, a mimo to człowiek przychodzi dalej. I właśnie dlatego ceremonia Troca de Corda ma w sobie taki ciężar. Bo kiedy ktoś dostaje nowy sznur, wszyscy widzą nie tylko efekt. Widzą drogę.
W tym roku wyjątkowym momentem były trzy formatury polskich trenerów, czyli przejście na stopień instruktorski. Otrzymali je Professor 1° Galo z sekcji Jaworzno, Professor 1° Louco z sekcji Piekar Ślakich i Professor 1° Boxexa z sekcji Ruda Śląska.
To były chwile, w których sala naprawdę oddychała emocjami. Szczególnie historia Professora Galo pokazuje, że wytrwałość to nie jest ładne słowo do motywacyjnego obrazka, tylko konkretna, ciężka praca. Cztery lata temu przez problemy zdrowotne nie mógł chodzić. Przeszedł wtedy operację biodra i wrócił do capoeira silniejszy. W tym roku przeszedł operację drugiego biodra, a dziś na treningach nadal robi niesamowite salta. Patrząc na niego, trudno szukać wymówek, ponieważ to jest ten rodzaj przykładu, który nie potrzebuje wielkich przemówień. Wystarczy zobaczyć człowieka w ruchu i już wiadomo, ile za tym stoi siły.
Ogromnym zaskoczeniem była też formatura koordynatora polskiej grupy Aruê Capoeira - Rodrigo Pingo, który otrzymał stopień Contramestre 2°. Dla niego była to niespodzianka, a dla wszystkich wokół jeden z tych momentów, kiedy nagle robi się ciszej, oczy robią się bardziej mokre, a aparat w dłoniach zaczyna ważyć trochę więcej. Bo jak fotografować coś takiego i jednocześnie nie dać się temu porwać? No właśnie. Nie da się. Można tylko próbować złapać ten ułamek sekundy, zanim emocje zmienią twarz. Pamiętam doskonale co czułam podczas jego poprzedniej gradacji dwa lata temu.
Troca de Corda, czyli zmianę sznura, otrzymał również Graduado 2° Gambá z Siemianowickiej sekcji oraz wielu młodszych członków wszystkich sekcji grupy Aruê. Byli wśród nich zarówno ci, którzy dopiero zaczynają swoją drogę w capoeira, jak i ci bardziej doświadczeni, dla których każdy kolejny stopień jest potwierdzeniem następnego etapu pracy.
I jak to w Aruê bywa niespodzianek było więcej. Nowych gradacji nie spodziewali się również Formada 2° Pirueta, Formado 2° Elfo, Formado 2° Maneiro, Formada 1° Beija Flor, Formado 1° Sarda, Formado 1° Guerreiro, Graduada 1° Ponta Pé, Graduada 1° Brilhante oraz Graduado 1° Surpresa. Serdeczne gratulacje dla Was wszystkich kochani.
Lubię obserwować te momenty z bliska. Kiedy ktoś jeszcze nie wie, że zaraz usłyszy swoje imię. Kiedy przez twarz przechodzi najpierw zdziwienie, potem niedowierzanie, potem wzruszenie. To są mikrosekundy, które dla fotografa są jak złoto. Nie da się ich powtórzyć. Nie da się powiedzieć: „jeszcze raz, bo nie trafiłam z ostrością”. Trzeba być gotowym i patrzeć uważnie. Czuć, gdzie za chwilę wydarzy się coś ważnego. A takich chwil podczas Batizado jest mnóstwo.
Są dzieci, które z dumą poprawiają nowe cordy na biodrach. Są rodzice, którzy klaszczą trochę za głośno, bo emocje im się nie mieszczą w dłoniach. Są trenerzy, którzy próbują zachować powagę, ale widać, że pękają z dumy. Są przyjaciele, którzy ściskają się tak, jakby właśnie zakończyli wspólny maraton... i w sumie trochę tak jest. Bo capoeira to maraton, tylko zamiast asfaltu jest parkiet, zamiast medalu jest sznur, a zamiast ciszy na mecie jest berimbau, śpiew i roda.
Najbardziej lubię ten moment, kiedy zaczyna się gra w kręgu. Nagle wszystko, co działo się wcześniej, zbiera się w jedno. Muzyka prowadzi ciało, ciało odpowiada ruchem, a ludzie dookoła dają energię. Raz jest lekko i z uśmiechem. Za chwilę szybciej, mocniej, bardziej dynamicznie. Kopnięcie, unik, ginga, salto, śmiech, skupienie. Ktoś wchodzi, ktoś wychodzi, ktoś podaje rękę. Wszystko dzieje się płynnie, jakby grupa oddychała jednym rytmem.
Fotografowanie capoeira jest bardzo trudne i cudowne jednocześnie. Trudne, bo wszystko dzieje się szybko, światło nie zawsze pomaga, a ruch potrafi uciec dokładnie wtedy, kiedy człowiek myśli, że już go ma. Cudowne, bo w tej nieprzewidywalności jest prawda. Nie ma sztucznego ustawiania i nie ma pozowania. Są za to ludzie, emocje, pot, muzyka i ruch. Jest życie, które dzieje się naprawdę, a ja mogę tylko biegać z aparatem i próbować za nim nadążyć.
Po trzech latach z Aruê widzę też, jak bardzo zmieniło się moje patrzenie. Na początku zachwycałam się głównie ruchem. Saltami, kopnięciami, dynamiką. Teraz coraz częściej szukam tego, co dzieje się pomiędzy. Spojrzenia trenera na ucznia. Dłoni poprawiającej sznur. Dziecka, które wchodzi do roda trochę niepewnie, ale wychodzi z niej wyższe o kilka centymetrów dumy. Dorosłych, którzy potrafią zejść do poziomu najmłodszych i zagrać z nimi bez cienia wyższości. W tym jest ogromna siła tej społeczności.
Bo Aruê Capoeira to nie tylko grupa ludzi, którzy razem trenują. To ludzie, którzy naprawdę się widzą, wspierają, śmieją, wzruszają, uczą i ciągną siebie nawzajem do przodu. Każdy ma tu swoją drogę, swoje tempo i swoje przeszkody, ale w kręgu nikt nie jest sam.
I chyba właśnie dlatego tak bardzo lubię tam wracać.
Za każdym razem wracam do domu mocno zmęczona z pełnymi kartami pamięci, obolałymi plecami i głową pełną obrazów. Ale też z tym cichym uczuciem, że znowu byłam świadkiem czegoś ważnego. Nie tylko wydarzenia sportowego, nie tylko ceremonii. Tylko spotkania ludzi, którzy przez ruch, muzykę i wspólną obecność tworzą coś, czego nie da się dobrze opisać jednym zdaniem.
Capoeira ma w sobie coś, co trudno wytłumaczyć komuś, kto nigdy nie usiadł przy roda i nie poczuł tego rytmu na własnej skórze. To trochę sport, trochę sztuka, trochę walka, trochę taniec, trochę rozmowa bez słów... a przede wszystkim to droga, która nie kończy się na nowym sznurze. Corda jest ważna, ale jeszcze ważniejsze jest to, kim człowiek staje się po drodze.
Dziękuję Aruê Capoeira za kolejny rok zaufania, za emocje, za otwartość i za to, że po raz trzeci mogłam być z Wami tak blisko — z aparatem, ale też z całym sercem. Do zobaczenia w kolejnym kręgu.
Jeśli chcesz rozpocząć swoją przygodę z capoeira pod okiem instruktorów z wieloletnim stażem trenerskim, należącymi do światowej grupy Aruê Capoeira, sprawdź na www.aruecapoeira.eu czy w Twojej okolicy odbywają się treningi.
Wszystkie zdjęcia z Batizado e Troca de Corda znajdziesz tu https://www.fartfotka.com/batizado-e-troca-de-corda-2026
•●•●•●•●•●•●•●•●•●•●•
„Fotografować to znaczy wstrzymać oddech, uruchamiając wszystkie nasze zdolności w obliczu ulotnej rzeczywistości.”
Henri Cartier-Bresson







































Komentarze